poniedziałek, 9 grudnia 2013

Jak zdobyłam Mount Everest:)

Prędzej czy później, w podróży do mniej cywilizowanych miejsc – każdy musi tam trafić. Są mniej lub bardziej wygodne, często zakamuflowane i trudno je od razu odnaleźć...


Wychodki, wygódki, sławojki…
Prawie każda w Polsce na Ukrainie, w Rosji, Gruzji, Armenii czy Rumunii wygląda bardzo podobnie, ale jednak zawsze znajdą się choćby subtelne różnice.
Na Ukrainie bywają dla wygody korzystającego wyłożone miękkim futerkiem lub dla większej higieny wykonane „na narciarza”. W Polsce, dla ochrony przed zimnymi deskami trafiłam na siedzisko wyłożone styropianem. 

W Armenii zamiast solidnej konstrukcji znajdowało się za drzwiami wychodka krzesło, z którego zostały tylko nogi, oparcie i obręcz, którą gospodarz owinął taśmą klejącą, aby zaoszczędzić korzystającym wbicie drzazgi z wyrwanego siedziska. 

W 2006 roku w Gruzji trafiłam na wygódkę, która miała nawet swoją nazwę, a miejscowi mieli przed tym miejscem duży respekt:) – Mount Everest!
Kiedy spytałam dlaczego? Wszyscy odpowiedzieli mi:
- Pójdziesz w swoim czasie to zrozumiesz i zobaczysz.
I nadeszła ta chwila kiedy musiała zmierzyć się z Mount Everestem...

Był oddalony, na niewielkim obniżeniu, o jakieś kilkadziesiąt może sto metrów od meteobazy, w której spałam z przyjaciółką. Meteobaza znajduje się pod szczytem Kazbek (5033,8 m n.p.m., położony we wschodniej części centralnego Kaukazu) na wysokości ponad 3600 m n.p.m., i z której wszyscy rozpoczynają zdobycie szczytu. 

Do Mount Everestu doszłam bez najmniejszego problemu... ale wracając zrozumiałam co mieli na myśli gospodarze meteobazy. Czekali na mnie przy budynku i sprawdzali jak sobie poradzę z pokonaniem tego niewielkiego wzniesienia i kilkudziesięciu metrów do meteobazy. 
Każdy stawiany krok na przód sprawiał mi ogromną trudność. Zrobiłam zaledwie kilka i musiałam przystawać, mój oddech był bardzo płytki, kręciło mi się w głowie i do tego zaczęła mnie jeszcze boleć. Nie mogłam w to uwierzyć. 
W końcu dotarłam do czekających mężczyzn, którzy nie ukrywali radości.
- Nu kak Ewa, ty uże znajesz?
Mogłam tylko potwierdzić! To jak dotąd jedyny wychodek, który przyprawił mnie o zawrót głowy i niedotlenienie mózgu...,(dla pewności - z powodu wysokości na jakiej się znajdowaliśmy:)), ale dał mi szansę na zdobycie swojego własnego Mount Everestu:)



W drodze na Kazbek, Cerkiew Gergeti - Tsminda Sameba 


Po drodze naatrafiamy na przewodnika...

Lodowiec Gergeti



Lodowiec Gergeti


Lodowiec Gergeti

A przed nami meteobaza i Kazbek

Widok z meteobazy

Meteobaza i Kazbek

 W gościnie u Alpinistów na meteobazie

Kazbek za chmurami

Lodowiec Gergeti

Widok z meteobazy

Z gospodarzami obserwujemy przejście po lodowcu grupy turystów. Na lewo od tego miejsca rzeczony Mount Everest:) 

Kazbek, wczesny poranek

Widok z meteobazy, wczesny poranek

Kazbek i meteobaza



I Kazbek o poranku:)


Nasz nocleg w meteobazie

Zdjęcia Baba na wsi



10 komentarzy:

  1. Po prostu CZAD KOMANDO...inka

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie:-) Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. sto lat babo !!! nie ustawaj !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super tekst :) no i świetne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No aż już sprawdzam loty do Gruzji, nie mogę się doczekać fotek ze szczytu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi, Hi - obejrzysz jak sam zdobędziesz szczyt:) I tego Ci bardzo życzę. Ja się na szczyt nie wybierałam

      Usuń