poniedziałek, 9 czerwca 2014

Tak. Czuję się bohaterem w naszej chałupie

On musi zniknąć na kilka godzin, a ja nie wytrzymuję. Ale nie idę na żywioł. Porządnie się do tej akcji przygotowuję. W stodole udaje mi się znaleźć okulary, które były w zestawie z podkaszarką. Na głowę zakładam czapkę, na twarz profesjonalną maseczkę przeciwpyłową, na nos okulary. Wyciągam sprzęt i liczę, że sobie poradzę.
Dzień wcześniej zrobiłam sobie małą próbę i okazało się, że panuję nad szalejącą szlifierką i masywnym elektrycznym strugiem. Myślę uda się i wiem, że muszę się zmierzyć z tym co przede mną.

A przede mną monstrum. Oczywiście monstrum nieco w moich myślach przesadzone, wyolbrzymione. Ale co tam, trzeba się jakoś bojowo nastawić. Stoję przed dużymi drzwiami, dzielącymi łazienkę od sieni. Już raz próbowałam się z nimi zmierzyć (przeczytasz o tym tutaj). Ale ta próba to dla tych drzwi niewinna igraszka w porównaniu z tym co zrobię z nimi teraz.

Zaczynam od strony łazienki. Tutaj starcza szlifierka. Obroty tak szaleją, że muszę włożyć naprawdę bardzo dużo siły, żeby decydować o tym gdzie aktualnie ma zdzierać farbę.  Kurzy się tak, że kiedy spotykam następnego dnia sąsiada, który mieszka dobry kawałek od nas, słyszę:
- Wiedziałem, że On pojechał. I pewnie nie poznałbym, że coś robisz. Aż tu nagle słyszę huk i straszny kurz jak wychodzi przez okno.

Mimo maski, pył czuję w nosie, ustach, oczach, na całej twarzy. Ale widok jaki się odsłania rekompensuje wszystko. Piękne surowe deski.

Druga strona mimo, że potrzebuje usunięcia 5 warstw farby idzie dużo łatwiej. Strug nie szaleje, wystarczy, że włożę naprawdę dużo siły, żeby docisnąć go do drzwi i idzie. Jeden, najwyżej dwa zdecydowane, posuwiste ruchy, a wszystkie warstwy zamieniają się w małe wiórki.

Tak. Czuję się bohaterem w naszej chałupie:)
p.s. Dzieła dopełnił On. Kiedy wrócił wziął sprawy w swoje ręce i zajął się tym co wydało mi się w tych drzwiach zbyt ryzykowne (czytaj okolice zabitych gwoździ, masywnych metalowych okuć, czy kanty). 



 Zdjęcia Baba na wsi

12 komentarzy:

  1. zadam bezczelne pytanie :) czy nie prościej było te drzwi zdjąć z zawiasów, ustawić na dogodnej wysokości i robić to na leżąco, na zewnątrz? ręce nie omdlewają od ciągłego trzymania kilku kilogramów w górze, pył zwiewa wiatr etc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie:). Wtedy robota byłaby jak marzenie. To są stare ponad 70 letnie drzwi i wygląda na to, że wtedy standardy mocowania drzwi we framugach były nieco inne:). Tych drzwi po prostu nie da się zdjąć. Podobna robota czeka nas przy drzwiach wejściowych i one też są umocowane na stałe. Oczywiście gdyśmy się uparli to pewnie by się udało, ale wtedy nie wróciłyby na swoje stare miejsce, bo zawiasy trzeba ba było całkowicie rozwaliść

      Usuń
    2. To pożoga... rzec by można, że te deski wpędzają do grobowej deski. Nie chce się mieszać, ale strug zostawcie sobie na wygodne zdzieranie - szlifowanie. Tak, by pomagało Wam ciążenie ziemskie i docisk rąk zwielokrotniał efekt. Osobiście na takie historie i niewygodne miejsca - z własnego doświadczenia - polecam szlifierkę kątową. Oczyściłem nią bale w całej izbie z drewna, łącznie z sosrębem i deskami na suficie. Mam małą szlifierkę Bosch'a - 11 000 obrotów/min. Robota marzenie. Kupujecie tarcze z grubym ziarnem (albo drobniejszym - do delikatniejszej roboty) i jazda! :) tylko koniecznie maska na twarz i okulary na oczy. I pyłu masa, ale takie drzwi, to max. 2 godziny roboty. Dojdziecie nią wszędzie - nawet pod zamki i wszystkie miejsca "trudne". Zapas tarcz tylko mieć.

      Usuń
    3. Pożoga, ale warta wysiłku:). Jedną stronę potraktowaliśmy szlifierką, a druga miała tyle warstw farby, że łatwiej było ze strugiem, a poprawki potem właśnie szlifierką.

      Usuń
  2. Chyba robimy zakupy w tym samym sklepie.... :) drzwi są boskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa. W zapomnianym prawie przez wszystkich:) No Ty swoimi też możesz się pochwalić:)

      Usuń
  3. Hmmm...podziwiam . Ja kiedyś wziłęłam siekierę i chciałam trochę drewna nałupać . Siekiera waży 4 kg... Musiałam obiecać, że nigdy więcej tego nie robię ....:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z siekierą też chyba bym sobie nie poradziła:)

      Usuń
  4. Piękne kafelki na posadzce. Stare czy nowo położone? Marzą mi sie takie, na prawdę cudne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nowo położone, szukaliśmy takich, żeby wyglądały jakby maiły 100 lat:) Lada dzień na blogu będzie ciąg dalszy tych płytek

    OdpowiedzUsuń
  6. Superstycznie! Już wpatruje kolejnego wpisu i mam nadzieję że podzielicie się wiedzą gdzie można takie nabyć :)
    Pozdrawiam eM

    OdpowiedzUsuń
  7. Wobec tego zapraszam już dziś:) Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń