czwartek, 20 lutego 2014

Podnoszę pokrywę


Tylko to jedno słowo, które przypadkiem przewinęło się w rozmowie, odblokowało lawinę wspomnień, które czekały gdzieś w uśpieniu.
PARNIK
I widzę naszego dziadka w domu rodzinnym Taty, który przegania nas, bo znowu przyłapał naszą trójkę na wykradaniu ziemniaków z parnika.

Gotował je dla świń, w łupinakch, w parniku umieszczonym w skleconej z desek prowizorycznej kuchni. Jeszcze dziś, już nieużywana, stoi obok studni.  Stąd blisko do stajni.

Sami nigdy nie wpadlibyśmy na pomysł podnoszenia wielkiej pokrywy ogromnego - ciężko w sumie powiedzieć, że gara – bo to naczynie było jak wielka beczka. Trudno mi sobie przypomnieć, ale ta beczka leżała chyba na konstrukcji z cegłówek,  pod które podkładało się polana i paliło ogień. 

Wody w środku było na pewno mniej niż połowę całej beczki. Do tego ta wielka szczelnie zamknięta pokrywa.
Pierwszy raz pokrywę podniosła Mama. Szybko wyjęła dla nas wszystkich po kartoflu. Były tak gorące, że na pewno wszyscy przerzucaliśmy je szybko z ręki do ręki.

- To jedna z najpyszniejszych rzeczy jakie jadłam w dzieciństwie. Podkradaliśmy je tak samo naszemu Tatusiowi jako dzieci – usłyszeliśmy pierwszy raz.

I miała rację. Obieraliśmy ze skórki, a ten zapach i smak mam jak się okazuje dobrze utrwalony w pamięci.
Zdjęcia, mało wyraźne: Baba na wsi, 2005 rok

8 komentarzy:

  1. Zaczynam śnić ,uwielbiam ziemniaki , jeszcze w takim wydaniu...

    OdpowiedzUsuń
  2. O, tak, to był przysmak, odrobinkę jeszcze posypany solą; a w sobotę parnik był szorowany, grzany był cały kocioł wody, na sobotnie kąpiele po znojnym tygodniu; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas też sól była w papierku z gazety:). Pozdrawiamy bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  4. Z parnika jadłam ziemniaki tylko raz. Pamiętam, że mi smakowały bardzo. Lubię takie w łupinach z solą i masłem.

    OdpowiedzUsuń
  5. My w "mundurkach" jedliśmy zawsze właśnie z masełkiem, solą i białym serem - w Środę Popielcową:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też wykradałam ziemniaki z parnika :D
    Teraz robię sobie substytut, gotując ziemniaki na parze :) Smakują bardzo podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Parnik... oj tak... są wspomnienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. O żeż, parnik. Ostatni taki widziałam w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych, ubiegłego wieku, na głębokiej wsi mazowieckiej. Nie było tam nawet światła. Były ule,miód, masło swojski chleb, zsiadłe mleko schłodzone w studni, wiśnie szklanki z dużego drzewa koło domu. Jak cudne są wspomnienia. Dziękuję. Ol-ka.

    OdpowiedzUsuń